Zdrowie i uroda

Nie musisz być fit-robotem, żeby wyglądać dobrze. Serio!

Czasem mam wrażenie, że wokół zdrowego stylu życia zrobiło się więcej presji niż przy starcie na zawodach. Trening pięć razy w tygodniu, 10 tysięcy kroków dziennie, sen 8 godzin (ale tylko głęboki), suplementacja pod kalendarz, dieta dopięta na ostatni gram. Zero cukru, zero spóźnień, zero wymówek. Wiesz, co w tym wszystkim bywa na zero? Ty. Twoje samopoczucie. Twoja energia. I Twoje zdrowie – to prawdziwe, a nie „idealne na papierze”.

I właśnie dlatego chcę Ci dzisiaj powiedzieć coś z pełnym przekonaniem:
nie musisz być fit-robotem, żeby być zdrowa, silna i czuć się dobrze ze sobą. Serio. Naprawdę nie musisz wypełniać każdego punktu z „fit checklisty”, żeby Twoje ciało i głowa były w dobrej formie. Zdrowy styl życia to nie program do zaliczenia. To życie. Twoje życie.

Nie jesteś projektem do naprawy

Wiem, jak łatwo wpaść w pułapkę „ciągłego ulepszania siebie”. Szczególnie gdy karmimy się porównaniami z social mediów. Tu dziewczyna z idealnym brzuchem po dwóch ciążach. Tam ktoś, kto robi szpagat na balkonie o 6 rano, bo „poranna mobilność to must have”. I wtedy włącza się to głupie uczucie: „a ja? Czemu ja tak nie mogę?”. A potem myśl: „muszę się ogarnąć”. I zaczynasz myśleć o sobie jak o projekcie – do poprawy, do dopracowania, do wyśrubowania.

Tylko że Ty nie jesteś projektem. Nie jesteś wersją beta. Nie jesteś czymś, co trzeba „usprawniać”, żeby w końcu zasłużyć na dobre samopoczucie albo samoakceptację. Jesteś człowiekiem – kobietą, która ma prawo czuć się różnie, robić rzeczy po swojemu, czasem odpuścić, czasem się zatrzymać. A prawdziwe zdrowie – nie to na pokaz – zaczyna się właśnie wtedy, gdy przestajesz siebie nieustannie oceniać.

Trening to nie kara. To narzędzie, które możesz dobrać do siebie

Z perspektywy zawodniczki, która przez lata trenowała wyczynowo, powiem jedno: nawet najlepszy plan treningowy nie ma sensu, jeśli staje się źródłem stresu. A niestety – u wielu kobiet tak właśnie się dzieje. Trening zamienia się w obowiązek, który trzeba odbębnić, żeby nie mieć wyrzutów sumienia. Często nie po to, by poczuć się lepiej, ale by „odrobić winę” za to, co zjadłyśmy, czego nie zrobiłyśmy, albo kim (naszym zdaniem) nie jesteśmy.

Tymczasem aktywność fizyczna powinna być dla Ciebie narzędziem – nie batem. Masz prawo dostosować ją do swojego życia, a nie odwrotnie. Możesz trenować intensywnie, jeśli to lubisz, ale też masz pełne prawo wybrać spacer, rower, taniec w salonie albo… dzień zupełnie wolny od ruchu. I nie, nie zmarnujesz przez to formy. Przeciwnie – zbudujesz coś dużo ważniejszego: zdrową relację z ciałem i ruchem.

Nie musisz być 100% idealna, żeby robić prawdziwe postępy

Czasem mamy wrażenie, że tylko perfekcyjna dyscyplina przynosi efekty. Że jak jeden dzień odpuścisz, to wszystko przepadło. A jak zjesz lody zamiast kaszy jaglanej – to Twoje mięśnie się obrażą i spalą. Wiem, brzmi absurdalnie, ale właśnie tak potrafi działać głowa, kiedy karmimy ją tylko fit-ideą i „wszystko albo nic”.

A prawda? Postęp to nie jest jazda po prostej autostradzie. To bardziej jak kręta ścieżka, po której czasem się biegnie, a czasem idzie się tyłem, potykając się o korzeń. To, że dziś zrobiłaś tylko 10 minut treningu zamiast godziny – to nadal coś. To, że pozwoliłaś sobie na kolację z przyjaciółkami, zamiast trzymać się planu co do grama – to nie porażka. To życie.

Postęp to nie perfekcja. To ciągłość. To decyzje, które podejmujesz codziennie – nie idealnie, ale z myślą o sobie, nie przeciwko sobie.

Twoje tempo, Twoje zasady

Nie ma jednego scenariusza na „bycie fit”. Nie musisz trenować 6 razy w tygodniu, nie musisz mieć rozpiski makro, nie musisz być na czasie z każdym trendem z TikToka. Twoja droga to… Twoja droga. I to jest w niej najpiękniejsze.

Możesz wybrać siłownię albo nie. Możesz jeść zdrowo, ale z czekoladą w tle. Możesz trenować, kiedy masz energię – a nie dlatego, że „trzeba”. Twoje ciało nie potrzebuje reżimu, tylko troski. A Ty nie musisz wpasowywać się w żaden szablon. Serio. Nie musisz zasługiwać na odpoczynek. Nie musisz być ciągle produktywna. Nie musisz być fit-robotem.

Zostaw po sobie ślad

Jeśli to, co przeczytałaś, rezonuje z Tobą – daj znać. Może masz swoją historię, może masz pytanie, może po prostu chcesz pogadać. Jestem tutaj nie po to, żeby Cię rozliczać. Jestem tu, żeby Ci towarzyszyć. Jak koleżanka, która zna temat i wie, że zdrowie nie zaczyna się od restrykcji – tylko od relacji ze sobą.

Trzymaj się ciepło. I pamiętaj – jesteś wystarczająca. Zawsze.

Inez Gorońska-Rembowska

Inez Gorońska-Rembowska

Inez – autorka tej strony i zawodniczka dwóch dyscyplin sportowych, a prywatnie dziewczyna, która wie, jak wygląda życie między pracą, nauką a próbą „ogarnięcia się” w 24 godzinach.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *