Dieta

Jak jedzenie wpływa na kobiece hormony i nastrój?

Jedzenie nie steruje hormonami jak przełącznik, ale potrafi bardzo wyraźnie wpływać na to, jak kobieta funkcjonuje na co dzień. Poziom energii, wahania nastroju, drażliwość, napady głodu, spadek motywacji, problemy ze snem czy „mgła mózgowa” często nie wynikają z braku jednego składnika, tylko z tego, że organizm przez dłuższy czas dostaje zbyt mało energii, zbyt mało białka albo ma za duże skoki glukozy w ciągu dnia. W tle są też naturalne zmiany hormonalne w cyklu, które potrafią wzmacniać reakcje na dietę.

Trzy mechanizmy

Najbardziej praktyczna perspektywa brzmi tak: jedzenie wpływa na hormony i nastrój głównie przez trzy mechanizmy. Pierwszy to dostępność energii i stabilność glukozy. Drugi to „materiał budulcowy” do produkcji hormonów i neuroprzekaźników. Trzeci to sygnały głodu i sytości, które potrafią rozhuśtać emocje bardziej, niż się wydaje.

Ilość energii ma znaczenie

Długotrwałe jedzenie „za mało” to jeden z najczęstszych powodów, dla których kobiety czują się gorzej psychicznie i fizycznie nawet wtedy, gdy dieta wygląda „czysto”. Gdy energii jest za mało, organizm zaczyna oszczędzać: rośnie drażliwość, spada cierpliwość, pogarsza się sen i regeneracja. Dla wielu kobiet to wygląda jak problem z hormonami, a w praktyce bywa efektem chronicznie zbyt niskiej podaży kalorii, szczególnie przy regularnych treningach.

To ważne, bo redukcja tkanki tłuszczowej powinna być redukcją tłuszczu, a nie „zjazdem” energii i nastroju. Zbyt duży deficyt często kończy się tym, że hormony głodu i sytości zaczynają dominować nad planem, a nastrój staje się chwiejny. Organizm nie lubi długiego życia „na rezerwie”.

Stabilny cukier to stabilniejszy nastrój

Wahania glukozy i naprzemienne „dołki” oraz „zrywy” energii bardzo często przekładają się na emocje. Dla wielu kobiet typowy schemat to słodkie śniadanie lub brak śniadania, potem mocna kawa, a później nagły spadek energii i wilczy głód. Wtedy jedzenie staje się ratunkiem, a nie spokojnym wyborem.

Najprostszy sposób na bardziej stabilny nastrój to posiłki, które mają strukturę: białko, błonnik i trochę tłuszczu. Nie dlatego, że to „idealna dieta”, tylko dlatego, że takie połączenie zwalnia tempo wchłaniania i zmniejsza skoki. Przy PMS ta stabilność bywa jeszcze ważniejsza, bo wrażliwość na stres i zmęczenie jest większa.

Białko to nie tylko „sylwetka”

W kobiecym kontekście białko jest często traktowane wyłącznie jako element treningu. Tymczasem ono mocno wpływa na sytość i na to, jak często pojawiają się zachcianki. Gdy białka jest mało, łatwiej o napady głodu, trudniej o kontrolę apetytu, a to często nakręca poczucie winy i huśtawkę emocjonalną.

Z punktu widzenia nastroju ważne jest też to, że aminokwasy z białka są „cegiełkami”, z których organizm buduje m.in. związki potrzebne układowi nerwowemu. Nie chodzi o obiecywanie terapii jedzeniem, ale o bardzo praktyczną rzecz: gdy w diecie brakuje białka, organizm ma mniej zasobów, by stabilnie funkcjonować, zwłaszcza przy stresie i treningu.

Tłuszcz w diecie wspiera równowagę hormonalną i „komfort” cyklu

Tłuszcz w diecie kobiet jest często zaniżany na redukcji, a to potrafi odbić się na samopoczuciu. Tłuszcze są potrzebne do wielu procesów, w tym do prawidłowego funkcjonowania układu hormonalnego i do wchłaniania witamin rozpuszczalnych w tłuszczach. Co istotne, dane naukowe nie wspierają prostego przekazu, że „tłuszcz automatycznie podnosi hormony” albo że „niski tłuszcz rozwala hormony”. W praktyce najczęściej problemem jest skrajność i długotrwałe trzymanie się jej, a nie rozsądne ograniczenie.

Dla nastroju ważne jest też to, że tłuszcz poprawia smak i sytość posiłków. Kobiety, które jedzą bardzo „suche” posiłki, częściej mają poczucie niedosytu i większą skłonność do podjadania, co później psychicznie kosztuje.

Węglowodany nie są wrogiem

Węglowodany potrafią działać kojąco na układ nerwowy, szczególnie u kobiet trenujących. W praktyce wiele kobiet, które „zjeżdżają z węgli” przy jednoczesnym treningu i stresie, obserwuje spadek jakości snu, gorszą regenerację i większą drażliwość. To nie znaczy, że każda kobieta potrzebuje dużo węglowodanów, ale że zbyt niska podaż często daje koszt emocjonalny.

W dniach cięższego treningu lub przy wysokiej aktywności dołożenie węglowodanów w okolicy treningu bywa jednym z najprostszych sposobów na lepszy nastrój i mniejsze „zjazdy” później. Organizm odczuwa to jako mniejsze zagrożenie energetyczne, a to zwykle uspokaja też apetyt.

Jelita, mikrobiota i nastrój

Woman showing sign bio balance on her stomach isolated

W ostatnich latach bardzo mocno rozwija się temat osi jelita–mózg. W praktyce oznacza to tyle: gdy dieta jest monotonna, uboga w błonnik i oparta na wysoko przetworzonej żywności, częściej pojawiają się problemy trawienne, wzdęcia, gorsza tolerancja stresu i spadek energii. U kobiet te objawy potrafią nasilać się w określonych fazach cyklu.

Nie trzeba robić rewolucji. Zwykle działa baza: regularne porcje warzyw i owoców, źródła błonnika, fermentowane produkty (jeśli tolerujesz), odpowiednie nawodnienie i ograniczenie tego, co ewidentnie Ci szkodzi.

Kofeina, alkohol i „dodatki”

Kawa sama w sobie może być w porządku, ale w kontekście nastroju kluczowe jest, czy nie zastępuje snu i jedzenia. Gdy kofeina staje się narzędziem do „dociągania” dnia na niedoborze kalorii, nastrój zwykle płaci za to wieczorem: większe łaknienie, rozdrażnienie i gorszy sen.

Alkohol z kolei może dawać chwilową ulgę, ale często pogarsza sen i regenerację, a to następnego dnia odbija się na emocjach i apetycie. Jeśli celem jest stabilny nastrój i estetyka sylwetki, to właśnie sen i regularność posiłków są bardziej „hormonalne” niż większość modnych trików.

Jak to połączyć w podejście narzędziowe

Jeśli miałabym to ująć najpraktyczniej: dla kobiecych hormonów i nastroju zwykle najbardziej pomaga nie idealna dieta, tylko dieta, która jest wystarczająca ilościowo, regularna i stabilizująca. Zamiast polować na jeden składnik, lepiej sprawdzić, czy jesz dość, czy masz w każdym posiłku jakąś porcję białka, czy nie jedziesz cały dzień na kawie, czy nie robisz zbyt agresywnej redukcji i czy Twoje posiłki nie są zbyt „gołe”, bez tłuszczu i błonnika.

Najczęściej poprawa przychodzi wtedy, gdy organizm przestaje dostawać sprzeczne sygnały: dużo stresu, dużo treningu, a mało energii i snu.

Podsumowanie

Jedzenie wpływa na kobiece hormony i nastrój głównie przez ilość energii, stabilność glukozy, sytość i zasoby do regeneracji. Zbyt agresywna redukcja, zbyt mało białka i tłuszczu oraz duże skoki cukru częściej pogarszają samopoczucie niż pojedyncze „złe” produkty. Dla wielu kobiet najlepszą strategią nie jest perfekcja, tylko konsekwentna baza: jedzenie wystarczająco, regularnie, z sensowną ilością białka, tłuszczu, błonnika i węglowodanów dopasowanych do treningu. To podejście zwykle wspiera nie tylko sylwetkę, ale też spokojniejszy nastrój i lepsze funkcjonowanie w cyklu.

Inez

Źródła: Premenstrual Syndrome and Nutritional Factors: A Narrative Review of Current Evidence and Clinical Implications

Inez Gorońska-Rembowska

Inez Gorońska-Rembowska

Inez – autorka tej strony i zawodniczka dwóch dyscyplin sportowych, a prywatnie dziewczyna, która wie, jak wygląda życie między pracą, nauką a próbą „ogarnięcia się” w 24 godzinach.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *