Dieta

Czy warto liczyć wszystkie zjadane kalorie?

To jedno z tych pytań, które przewija się bardzo często – szczególnie na początku drogi ze zmianą sylwetki czy sposobu odżywiania. Czy naprawdę trzeba ważyć wszystko, zapisywać, podliczać każdy posiłek? A może wystarczy „jeść zdrowo” i liczyć na to, że efekt przyjdzie sam?

Odpowiedź, jak to zwykle bywa, brzmi: to zależy. Ale już wyjaśniam, od czego dokładnie.

Jeśli masz rozpisaną dietę – nie musisz wszystkiego liczyć

W przypadku, gdy korzystasz z rozpisanej diety – na przykład od dietetyka albo planu, który uwzględnia Twoje zapotrzebowanie i cele – nie ma potrzeby liczyć kalorii osobno. Wystarczy, że trzymasz się przepisów i ważysz produkty zgodnie z podanymi gramaturami. To najprostszy sposób, żeby mieć kontrolę nad ilością jedzenia bez aplikacji lub kalkulatora.

Taki schemat daje poczucie bezpieczeństwa, szczególnie na początku. Nie musisz się zastanawiać, czy zjadłaś za mało czy za dużo – masz konkretny plan i wystarczy się go trzymać.

Jeśli masz doświadczenie – obserwacja może wystarczyć

Z czasem jednak uczysz się rozpoznawać swoje potrzeby. Wiesz już, ile to mniej więcej 100 g ugotowanego ryżu. Wiesz, jak wygląda porcja 30 g orzechów. Masz w głowie rozeznanie, które pozwala Ci zjeść intuicyjnie, ale nadal w ramach zdrowego rozsądku.

Dla wielu kobiet, które mają już doświadczenie z liczeniem kalorii i składem posiłków – nie ma potrzeby robić tego cały czas. Ciało zaczyna „mówić”, kiedy jest syte, kiedy potrzebuje więcej energii, a kiedy coś poszło w złą stronę. Ale żeby to działało, trzeba najpierw poznać podstawy.

Jeśli dopiero zaczynasz – liczenie bardzo pomaga

Na początku wszystko może wydawać się chaotyczne. Zdrowo nie zawsze znaczy niskokalorycznie, a fit owsianka z orzechami i bananem potrafi mieć więcej kalorii niż burger. Właśnie dlatego warto nauczyć się podstaw liczenia kalorii – przynajmniej przez pewien czas.

To nie musi być na zawsze. Ale kilka tygodni takiej „szkoły jedzenia” bardzo otwiera oczy. Zaczynasz zauważać, co naprawdę ląduje na talerzu i jak bardzo niektóre drobne rzeczy potrafią „dołożyć” kalorii – nawet jeśli wydają się niepozorne.

Liczenie kalorii to nie kontrola na siłę. To narzędzie. I jeśli masz konkretny cel – czy to redukcję, czy budowanie masy, czy poprawę sylwetki – to świadomość, ile jesz, naprawdę ma znaczenie.

Bo jedząc za mało – też możesz się oddalić od celu

Wiele kobiet, chcąc schudnąć szybciej, zaczyna mocno ucinać kalorie. Efekt? Brak energii, zatrzymanie efektów, spadek siły, kiepski nastrój, a często – efekt jojo. Z kolei jedząc „na oko”, łatwo też zjeść znacznie więcej, niż organizm potrzebuje – zwłaszcza jeśli zdrowe produkty wydają się „bezkarne”.

Zarówno nadmiar, jak i niedobór kalorii może spowolnić postępy. To nie chodzi tylko o liczby. Chodzi o balans, o jedzenie, które Cię wspiera – nie przeciąża i nie niedożywia.

Kalorie to nie wszystko – ale mają znaczenie

Nie chodzi o to, żeby żyć z wagą kuchenną w torebce. Ale świadomość tego, ile energii przyjmujesz – to ważny element dbania o siebie. Dla jakości sylwetki, ale też dla regeneracji, poziomu energii, zdrowia hormonalnego.

Zwłaszcza jeśli jesteś aktywna fizycznie, trenujesz regularnie lub masz konkretny cel sylwetkowy – warto raz na jakiś czas spojrzeć na swoje jedzenie nie tylko przez pryzmat „zdrowe/niezdrowe”, ale też przez liczby. Po prostu po to, żeby dać sobie realną szansę na efekt.

A czy ja liczę kalorie?

Tak, liczę – ale dziś to już bardziej nawyk niż konieczność. To coś, co zostało mi z okresu przygotowań do zawodów, kiedy każdy detal miał znaczenie. Teraz daje mi to po prostu spokój i poczucie, że mam pełną kontrolę nad tym, co dzieje się z moim ciałem.

Nie jest to jednak coś, bez czego nie potrafię funkcjonować. Mam już wystarczającą świadomość, żeby mniej więcej wiedzieć, ile jem – nawet bez aplikacji i wagi kuchennej. To część mojej rutyny, a nie przymus. I właśnie to chciałabym przekazać innym kobietom – że liczenie kalorii może być pomocnym narzędziem, ale nie powinno być ciężarem.

Jeśli potrzebujesz wsparcia przy ogarnięciu podstaw, nie wiesz od czego zacząć, albo chcesz się upewnić, że idziesz w dobrą stronę – napisz. 


Inez

Inez Gorońska-Rembowska

Inez Gorońska-Rembowska

Inez – autorka tej strony i zawodniczka dwóch dyscyplin sportowych, a prywatnie dziewczyna, która wie, jak wygląda życie między pracą, nauką a próbą „ogarnięcia się” w 24 godzinach.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *